O początkach Fundacji Ekologicznej Arka, jej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości opowiada prezes Wojciech Owczarz.
W tym roku Arka obchodzi swoje piąte urodziny. Jak oceniasz okres tych kilku lat? Zakładałem fundację w styczniu 2005 roku. Pomagało mi wówczas, całkowicie społecznie, kilku przyjaciół, znajomych oraz oczywiście moja rodzina – w przygotowaniu dokumentów, stworzeniu logo, zorganizowaniu pierwszych inicjatyw. Początki były naprawdę trudne, wszystko, nawet najprostszy projekt, nastręczało sporo problemów. Przez te pięć lat udało nam się jednak zbudować zespół dziesięciu osób, które w różnym zakresie i wymiarze pracują w fundacji. Ludzie ci cały czas się szkolą i rozwijają, zdobywają coraz to nowe umiejętności, powoli biorą na siebie coraz większą odpowiedzialność. Dzięki temu możliwe jest prowadzenie dużych, ogólnopolskich akcji. Myślę, że to dobry kierunek.
Jakie miałeś priorytety, kiedy pięć lat temu zakładałeś fundację? Założyliśmy sobie wówczas kilka rzeczy. Po pierwsze, chcieliśmy wyróżniać się odmiennym podejściem do ekologii. Postanowiliśmy odrzucić politykę i kształtowanie świadomości społecznej poprzez wskazywanie negatywnych skutków i straszenie. Naszym celem było prowadzenie edukacji prostej i praktycznej, zajęcie się sprawami bliskimi każdemu człowiekowi, dotykającymi go każdego dnia, stąd też pierwsze pomysły związane były z paleniem śmieci w piecach domowych, istnieniem dzikich wysypisk, zanieczyszczaniem rzek i innych zbiorników wodnych. Drugim założeniem było łączenie ekologii z działaniami społecznymi. Chcieliśmy pozyskać uwagę ludzi, pokazując im, że działania takie jak palenie śmieci mają nie tyle negatywny wpływ na środowisko co na nich samych. Organizując daną akcję mówimy zatem „kochasz dzieci, nie pal śmieci”, a nie „palisz śmieci, niszczysz środowisko”. Trzecia sprawa dotyczyła samej formy prowadzenia działań. Ekologią zajmuje się Polsce mnóstwo organizacji, dlatego postanowiliśmy, że będziemy prowadzić edukację niestandardowo, tzn. wciągając młodych ludzi w prowadzenie danego zadania, skłaniając ich do tego, by sami coś wymyślili i zrobili. Dziś samo podanie informacji już nie wystarcza. Człowiek każdego dnia odbiera mnóstwo bodźców z zewnątrz – słucha radia, ogląda telewizję, surfuje po internecie. Chcąc pozyskać uwagę młodych ludzi musimy konkurować z potężną machiną mass-mediów. Jest to szalenie trudne, bo nie mamy pieniędzy na zatrudnienie firm specjalizujących się w kampaniach reklamowych, tworzeniu wizerunku.
Jak zatem konkurujecie z grami komputerowymi, z filmami, z całą masą przyjemności? Edukacja niestandardowa może być prowadzona różnie. Nie zawsze potrzeba na nią mnóstwo pieniędzy, czasem wystarczy oryginalny pomysł, drobna modyfikacja tradycyjnego schematu, by coś zadziałało. Przykładem nasza akcja „To nie krasnoludki palą śmieci”. Krasnale ogrodowe zaopatrzyliśmy w torby wypełnione ulotkami i rozstawiliśmy je w różnych miejscach. Na broszurki leżące obok nikt nie zwracał uwagi, każdy natomiast chciał zajrzeć, co taki krasnal może mieć w worku. Prosta metoda, ale, jak się okazuje, bardzo skuteczna. W tym roku chcemy wyciągnąć dzieci i młodzież ze szkoły, zorganizować dla nich warsztaty w arce, którą budujemy. Przygotowujemy akcję z ekopuzzlami, które młodzi ludzie będą układać w centrach miast. Chcemy, by nasza fundacja była znana z niestandardowych, innowacyjnych działań. Myślę, że powoli się nam to udaje.
Wspomniałeś o budowaniu arki… Co to za projekt? Zamierzenia mieliśmy bardzo ambitne, bo chcieliśmy zbudować drewnianą makietę arki. Niestety okazało się, że jeżeli chcemy zapraszać do jej wnętrza ludzi, prowadzić tam prezentacje, warsztaty potrzebne są atesty, pozwolenia. Bardzo drogie. Zdecydowaliśmy się zatem na imitujący arkę namiot o wymiarach 12×7×4 z elementami drewnianymi i wiklinowymi. W czerwcu w Bielsku-Białej odbędzie się inauguracja tego projektu, później chcemy ruszyć z tą ekspozycją w Polskę. Akcja będzie miała formę trzydniowych festynów edukacyjnych. Wewnątrz namiotu będą prowadzone zajęcia plastyczne, ceramiczne, będzie można obejrzeć prezentacje multimedialne dotyczące zmian klimatycznych, będzie stoisko, przy którym naukowcy na wykresach, przy pomocy komputerów będą wyjaśniać bardziej dociekliwym na czym rzecz polega.
Trzeba przyznać, ze faktycznie działacie niestandardowo. Myślisz, że w ten sposób uda się wam zmienić spojrzenie ludzi na organizacje ekologiczne? Ludzi cały czas trzeba edukować. Często zarzucają oni organizacjom ekologicznym, że zajmują się zwierzętami podczas gdy dzieci cierpią i im w pierwszej kolejności trzeba pomagać. A mnie się wydaje, że jako społeczeństwo jesteśmy na takim etapie rozwoju, że nie musimy wybierać, możemy robić to i to. Poza tym, jestem przekonany, że edukacja ekologiczna kształtuje wrażliwość ludzką w ogóle, nie tylko w obrębie zainteresowania sprawami środowiska przyrodniczego. Nie wierzę, że jeśli ktoś jest wrażliwy na krzywdę zwierząt jest nieczuły na cierpienia ludzi. To bardzo krzywdzący schemat.
Jest jeszcze jedna kwestia. Przeciętny Polak nie wie, czym jest profesjonalna organizacja społeczna. To społeczna firma, która, nie będąc finansowaną przez państwo, sama musi zdobywać środki w konkursach otwartych, grantowych, prowadząc kampanię 1%. Musimy znać się merytorycznie na tym, czym się zajmujemy, na bieżąco pogłębiać naszą wiedzę w danym temacie. Jeżeli zajmujemy się np. paleniem śmieci, kontaktujemy się i ze specjalistami i z prawnikami. Im więcej działań, akcji, tym więcej rzeczy trzeba się nauczyć.
Jak widzisz przyszłość fundacji? Przyszłość stoi pod znakiem zapytania. W tym roku np. niektóre gminne fundusze ochrony środowiska zostały zlikwidowane i nie wiadomo czy pieniądze, które z nich pozyskiwaliśmy, znikną zupełnie czy może będą istniały nadal, ale w jakiejś innej formie. Nikt nie wie również, w jakim kierunku pójdzie polityka rządowa jeśli chodzi o działania ekologiczne. Pytań jest sporo. Na pewno chcielibyśmy nasze pomysły kontynuować i rozwijać tak, aby stać się organizacją rozpoznawalną na poziomie ogólnopolskim. W tym roku planujemy także przygotować ekspozycję Zielonego kontenera. Kontener o wymiarach 8×4 m służący zwykle do wywożenia śmieci zamienimy na miejsce służące edukacji ekologicznej. Przygotujemy w nim pokazy multimedialne, warsztaty, prezentacje urządzeń do recyklignu odpadów. Także naszą akcję To nie krasnoludki palą śmieci chcemy kontynuować, ale już w wymiarze ogólnopol-skim. W okresie przedświątecznym przygotowujemy ekspozycję Choinki z klimatem. Ekologiczne oświetlenie drzewka LED będzie napędzane przez system rowerów, prądnic i akumulatorów. Każdy będzie mógł przyjść, pojeździć na rowerze i zapalić swoje lampki na choince.
W dalszych planach mamy również stworzenie arki, miejsca, które z jednej strony byłoby schroniskiem dla części zwierząt, z drugiej, ośrodkiem ekologicznym, gdzie każdy mógłby zobaczyć jak w praktyczny sposób zaoszczędzić energię. Jest to duży projekt i chcą go realizować musimy przede wszystkim pomyśleć o źródłach jego finansowania. Nie chciałbym, aby w pewnym momencie schronisko musiało prosić o pieniądze, tłumacząc, że zwierzęta nie mają co jeść i że nie ma odpowiednich warunków do opieki nad nimi, dlatego ważne, aby arka była miejscem atrakcyjnym i mogła stać się samofinansującym obiektem turystycznym. Jak mówiłem, to poważna decyzja i duże przedsięwzięcie. Na razie zbieramy pomysły, zdobywamy umiejętności i kontakty.
Rozmawiała: Daria Urbańska
Przedstawiamy pracowników naszej Fundacji. Osoby, które tworzą jej trzon i mają wpływ na powodzenie naszych projektów. Historia uczy, że drugiego człowieka najlepiej poznaje się podczas rozmowy, dlatego każdy z nich odpowiedział na cztery proste pytania.
Anna Chęć
Jak trafiłaś do Fundacji Ekologicznej Arka?
Z prezesem Fundacji Ekologicznej Arka, Wojciechem Owczarzem, poznaliśmy się w innej organizacji pozarządowej. Potem przez pewien czas mieszkałam za granicą. Po powrocie znowu się jednak spotkaliśmy i zaczęłam pomagać mu już w nowopowstałej Fundacji. Współpracuję z Arką od drugiego roku jej istnienia, a od stycznia 2008 pracuję w Fundacji w pełnym wymiarze.
Na czym polega Twoja praca w Fundacji?
Przede wszystkim zajmuję się edukacją ekologiczną, prowadząc warsztaty dla dzieci i młodzieży. Jestem koordynatorką kampanii Pomóż potrąconym i asystentką koordynatora przy kampanii Beskidzka Arka. Organizuję wystawy, informuję media, przygotowuję happeningi – słowem wszystko, czego wymagają prowadzone kampanie. A na deser, jako że jestem fotografką z wykształcenia, robię całą dokumentację fotograficzną w Fundacji w tym zdjęcia do naszych wydawnictw i wystaw.
A co robi Ania w wolnych chwilach?
Jestem współtwórczynią kilku grup artystycznych – grupy fotograficznej Globika Kollektiff, grupy malujących graffiti kobiet Graffiti Grrrls. Jestem też jedną z inicjatorek bielskiej grupy Inicjatywa Dla Zwierząt. Moje zainteresowania oscylują wokół tego, czym zajmuję się w Fundacji, czyli praw zwierząt i edukacji społeczno-ekologicznej z wykorzystaniem inicjatyw artystycznych. Dodatkowo z ogromną satysfakcją studiuję kulturoznawstwo.
Jakie są Twoje największe marzenia?
Chciałabym mieć więcej czasu, żeby móc realizować wszystkie wymarzone projekty, w dużej mierze artystyczne, które kłębią mi się w głowie. Marzy mi się również stworzenie jakiegoś fajnego programu edukacji ekologicznej przez sztukę. Chciałabym też kiedyś wyjechać w długą podróż poza Europę.
Alicja Fober
Jak trafiłaś do Fundacji Ekologicznej Arka?
Z ekologią jestem związana już od wielu lat, razem z Wojtkiem brałam udział w licznych działaniach na rzecz Matki Ziemi.
Na czym polega Twoja praca w Fundacji?
Jestem koordynatorką akcji Choinki nadziei, Kochasz dzieci, nie pal śmieci oraz Ogólnopolskiego Dnia Recyklingu. W wielkim skrócie moja praca polega na kontaktowaniu się z osobami i instytucjami, które chcą wziąć udział w tych działaniach. Utrzymuję też stały kontakt z naszymi patronami medialnymi i instytucjonalnymi.
A co robi Alicja w wolnych chwilach?
W wolnym czasie uwielbiam chodzić po górach. Lubię ćwiczenia łączące ciało i ducha, np. jogę. A oprócz tego z wielką satysfakcją zajmuję się swoim synem i całą rodziną.
Jakie są Twoje największe marzenia?
Marzę o tym, by ludzie stali się bardziej otwarci na siebie. Nie musimy się wszyscy lubić, ale moglibyśmy nie zamykać swoich serc.
Alicja Czerwińska
Jak trafiłaś do Fundacji Ekologicznej Arka?
Z Fundacją zaczęłam współpracować dzięki Ani Chęć, z którą przyjaźnię się już od dłuższego czasu. Ania zaprosiła mnie do współpracy przy kampanii Pomóż potrąconym i tak się właśnie tutaj znalazłam. Bardzo się cieszę, że tak się stało, gdyż odkąd pamiętam ekologia, a zwłaszcza pomoc potrzebującym zwierzętom, jest mi szczególnie bliska.
Na czym polega Twoja praca w Fundacji?
W Fundacji zajmuję się wieloma rzeczami. Tak jak mówiłam wcześniej, wspieram Anię przy kampanii Pomóż potrąconym, prowadzę warsztaty, biorę udział w happeningach, pomagam przy organizacji wystaw, zajmuję się także bieżącymi sprawami biurowymi, których w Fundacji jest bardzo wiele.
A co robi Alicja w wolnych chwilach?
Wiele rzeczy, na które zwykle nie mam czasu. Spotykam się z inspirującymi ludźmi, słucham dobrej muzyki, na koncercie lub w domowym zaciszu, chodzę po górach, lub zwyczajnie siadam nad kartką papieru i piszę. Staram się mieć szeroko otwarte oczy by czerpać jak najwięcej pozytywnej energii z tego, co mnie otacza. Poza tym poświęcam sporo wolnego czasu najbliższe rodzinie.
Jakie są Twoje największe marzenia?
Chciałabym żyć spokojnie i być cały czas zadowolona z tego, co robię.
Ania „Indianka” Sobańska
Jak trafiłaś do Fundacji Ekologicznej Arka?
Wszystko zaczęło się w Klubie Gaja, gdzie miałam przyjemność współpracować i zaprzyjaźnić się z Wojciechem Owczarzem. Tamte doświadczenia przekonały mnie do tego, że także wspólna praca przy kolejnych projektach to świetny pomysł. W Fundacji Ekologicznej Arka pracuję od 1,5 roku.
Na czym polega Twoja praca w Fundacji?
Pracuję dla Arki jako niezależna firma rozliczeniowo-finansowa. Zajmuję się częścią finansową poszczególnych projektów, czyli prowadzę tzw. biuro projektów. Na bieżąco pomagam też w wysyłce materiałów oraz innych sprawach biurowych.
A co robi „Indianka” w wolnych chwilach?
Wychowuję swoje dwie córeczki – 5,5– letnią Tarę i 2-miesięczną Radikę.
Jakie są Twoje największe marzenia?
Podróże, uwielbiam podróże… Chciałabym mieć tyle pieniędzy, by co najmniej raz w roku jechać na 3 tygodnie gdzieś w świat, np. do Tajlandii, Indii, USA czy Japonii…
Szymon Kułakowski
Jak trafiłeś do Fundacji Ekologicznej Arka?
Wszystko zaczęło się od wolontariatu. Do współpracy zaprosił mnie wówczas pracujący mój wieloletni przyjaciel Dariusz Paczkowski. Zaciekawiony prowadzonymi przez Fundację akcjami zacząłem częściej włączać się w różnego typu warsztaty i happeningi. W międzyczasie były wspólne akcje w sprawie Rospudy, później doświadczenie zdobywałem w innych organizacjach, a kiedy urodziła się moja córka Malina postanowiłem osiąść w Bielsku-Białej i w ten sposób związałem się na stałe z pracą na Arce :)
Na czym polega Twoja praca w Fundacji?
Zajmuję się organizowaniem i prowadzeniem warsztatów, happeningów oraz wystaw. Jako że uwielbiam pracę z dziećmi, można powiedzieć, że w Fundacji – zajmując się edukacją przez zabawę – łączę przyjemne z pożytecznym.
A co robi Szymon w wolnych chwilach?
Słucham muzyki, tańczę, czytam, żongluję no i jestem tatą prawie dwurocznej Malinki, dlatego większość swojego czasu słucham muzyki, tańczę, czytam, żongluję razem z córką.
Jakie są Twoje największe marzenia?
Chciałbym, żeby ludzie szanowali Ziemię i siebie nawzajem, aby popularniejsze stały się odnawialne źródła energii. Byłoby też wspaniale, gdyby ludzie przestali myśleć w sposób schematyczny i stali się dla siebie bardziej życzliwi. Marzę również o tym, żeby moje życie układało się tak, abym mógł robić to co kocham, czyli dokładnie to co teraz.